To mąż wniósł pozew o rozwód. Sąd pierwszej instancji rozwiązał małżeństwo z winy obu stron, wykonywanie władzy rodzicielskiej nad córką powierzył matce i zasądził od ojca alimenty na dziecko. Żona się z tym nie zgadzała: najpierw złożyła apelację (oddaloną), a potem kasację do Sądu Najwyższego.

1) Kilkunastoletnie życie osobno przesądziło o zupełności i trwałości rozkładu pożycia. Przy takim stanie faktycznym każdy z małżonków, niezależnie od winy, był uprawniony żądać, by sąd rozwiązał małżeństwo.

2) Zarzut "rozwodu na żądanie wyłącznie winnego" upadł z prostego powodu: sądy ustaliły winę obojga małżonków. Skoro powód nie był winny wyłącznie, ograniczenie z art. 56 § 3 k.r.o. w ogóle nie wchodziło w grę. Nie można budować kasacji na okolicznościach, których nie ma w ustalonym stanie faktycznym.

3) Zarzuty procesowe dotyczące pierwszej instancji nie mogły odnieść skutku, bo kasacja przysługuje od orzeczenia sądu drugiej instancji; uchybienia sądu rejonowego trzeba było zwalczać w apelacji i powiązać z przepisami o postępowaniu odwoławczym.

Co na to dzisiejsze przepisy

Stan prawny w tym zakresie jest stabilny. Art. 56 § 1 k.r.o.: rozwód wymaga zupełnego i trwałego rozkładu pożycia (ustania więzi duchowej, fizycznej i gospodarczej). Art. 56 § 2 i 3: rozwód jest niedopuszczalny, gdy ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci, gdy byłby sprzeczny z zasadami współżycia społecznego albo gdy żąda go małżonek wyłącznie winny (chyba że drugi wyrazi zgodę lub jego odmowa jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego). Art. 57 § 1: orzekając rozwód, sąd orzeka też o winie, chyba że oboje małżonkowie zgodnie zażądają zaniechania orzekania o winie.

Zacznijmy od tego, co to w ogóle znaczy „wina obu stron"

Zanim opowiemy tę sprawę, wyjaśnijmy prostą rzecz, bo od niej wszystko zależy. Kiedy sąd orzeka rozwód, może przy okazji powiedzieć, kto zawinił rozpad małżeństwa. Ma trzy możliwości: winę jednej strony, brak orzekania o winie albo właśnie winę obu stron. „Wina obu stron" brzmi, jakby oznaczała, że każde z małżonków zawiniło po połowie. Otóż nie. Oznacza tylko tyle, że każdemu z nich można postawić jakiś zarzut, który przyłożył się do rozpadu. Jedno mogło zawinić dużo, drugie odrobinę, a i tak będzie to wina obojga. Sąd nie stawia małżonków na wadze i nie sprawdza, kto zawinił „bardziej". Wystarczy, że każde z nich dołożyło swoją cegiełkę do rozpadu. Ta prosta zasada zaważyła na losie sprawy, którą opowiadamy niżej, więc warto ją zapamiętać, zanim przejdziemy dalej.

Historia tego małżeństwa, po ludzku

Wyobraź sobie parę, która bierze ślub na początku 1987 roku. Wszystko zaczyna się jak w wielu małżeństwach: wspólne plany, wspólny dom, rodzi się córka. Ale niecałe dwa lata po ślubie mąż pakuje walizki i wyprowadza się od żony. I tu zaczyna się rzecz najważniejsza dla całej sprawy: od tego momentu małżonkowie żyją osobno. Nie przez rok czy dwa, ale przez kilkanaście lat, aż do dnia, w którym sprawa trafia do sądu. Przez cały ten czas nie wracają do siebie, nie prowadzą wspólnego życia, każde układa sobie codzienność po swojemu. To właśnie ten długi, kilkunastoletni okres osobnego życia okaże się później kluczem, bo trudno o mocniejszy dowód, że małżeństwo naprawdę się rozpadło i nie ma do czego wracać.

To mąż w końcu poszedł do sądu i złożył pozew o rozwód. I tu pojawia się pierwsza niespodzianka, która wielu osobom wydaje się niesprawiedliwa: skoro to on odszedł, to czy nie powinien on być „tym winnym"? Życie i prawo okazały się bardziej skomplikowane.

Droga sprawy przez trzy sądy, krok po kroku

Żeby dobrze zrozumieć finał, prześledźmy, jak ta sprawa wędrowała przez kolejne sądy. W polskim systemie sprawa może przejść przez trzy poziomy, jak przez trzy piętra, i na każdym coś się działo.

Piętro pierwsze: sąd, który rozwiódł małżonków

Sprawę jako pierwszy rozpoznał sąd pierwszej instancji, czyli ten, do którego trafił pozew męża. Ten sąd rozwiązał małżeństwo i orzekł, że winne są obie strony. Przy okazji zajął się córką: opiekę powierzył matce, a od ojca zasądził na dziecko alimenty. Dla męża to było w porządku, bo chciał rozwodu. Ale żona się z takim rozstrzygnięciem nie zgodziła i postanowiła walczyć dalej.

Piętro drugie: sąd, który rozpoznał apelację

Niezadowolona żona złożyła apelację, czyli poprosiła wyższy sąd, żeby jeszcze raz przyjrzał się sprawie. Sąd drugiej instancji rozpoznał apelację i ją oddalił, czyli utrzymał wyrok w mocy. Innymi słowy, drugi sąd powiedział: pierwszy sąd miał rację, rozwód z winy obu stron zostaje. Dla wielu osób na tym sprawa by się skończyła. Ale żona miała jeszcze jedną możliwość.

Piętro trzecie: Sąd Najwyższy

Żona wniosła kasację do Sądu Najwyższego. Warto tu wyjaśnić prostą rzecz, bo wiele osób się w tym gubi. Do Sądu Najwyższego nie idzie się po to, żeby po raz trzeci opowiedzieć całą historię małżeństwa. Sąd Najwyższy nie bada od nowa, kto kogo skrzywdził. On sprawdza tylko, czy sądy niższe nie popełniły poważnych błędów prawnych, i to takich, które zarzuca im osoba skarżąca. To dlatego kasacja przysługuje od wyroku sądu drugiej instancji, a nie pierwszej. Ta z pozoru drobna zasada zaważyła na części zarzutów żony, o czym za chwilę.

O co właściwie walczyła żona i co odpowiadał mąż

Warto pokazać obie strony tej sprawy, bo w rozwodzie zawsze są dwa punkty widzenia. Żona nie chciała się pogodzić z rozwodem i szła kilkoma drogami naraz. Po pierwsze, twierdziła, że małżeństwo wcale się trwale nie rozpadło, więc rozwodu w ogóle nie powinno być. Po drugie, powtarzała, że skoro rozwodu żąda mąż, który odszedł, to żąda go „ten wyłącznie winny", a takiej osobie, bez zgody drugiej strony, rozwód się co do zasady nie należy. Po trzecie, powoływała się na dobro córki i na zasady współżycia społecznego, czyli na poczucie sprawiedliwości, jako na przeszkody, które powinny rozwód zatrzymać. Do tego dorzuciła zarzuty czysto techniczne: że pierwszy sąd nie przeprowadził jakichś dowodów i że oparł się na zeznaniach świadka przepisanych z innej, karnej sprawy, zamiast przesłuchać go na rozprawie.

Mąż z kolei stał na stanowisku, że małżeństwa od dawna po prostu nie ma. Jego argument był w gruncie rzeczy prosty i trudny do obalenia: skoro nie mieszkamy razem od kilkunastu lat, każde ma swoje życie i nikt nie zamierza wracać, to o jakim ratowaniu małżeństwa mówimy? Życie osobno przez tak długi czas mówiło samo za siebie.

Co powiedział Sąd Najwyższy, wytłumaczone najprościej

W tej sprawie Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że kasacja żony nie ma podstaw, i ją oddalił. Rozłóżmy jego rozumowanie na proste zdania, bo warto je zrozumieć nie tylko w tej jednej sprawie.

Po pierwsze, sąd uznał, że kilkanaście lat życia osobno załatwia sprawę rozpadu małżeństwa. Skoro ludzie nie mieszkają razem tak długo, każde ma swoje życie i nikt nie wraca, to małżeństwo rozpadło się zupełnie i na trwałe. A jeśli tak, to każde z małżonków, niezależnie od tego, kto zawinił, ma prawo prosić sąd, żeby to martwe już małżeństwo formalnie rozwiązał. Argument żony, że „to jeszcze nie koniec", nie mógł się obronić wobec kilkunastu lat osobnego życia.

Po drugie, sąd rozprawił się z argumentem o „rozwodzie na żądanie wyłącznie winnego". Ten argument opiera się na zasadzie, że ten, kto jako jedyny zawinił rozpad, nie może żądać rozwodu bez zgody drugiej strony. Tyle że tutaj sądy ustaliły winę obojga. A skoro mąż nie był winny wyłącznie, to cała ta zasada w ogóle go nie dotyczyła. Sąd Najwyższy ujął to prosto: nie da się budować skargi na okolicznościach, których w sprawie nie ma. Żona twierdziła, że mąż jest wyłącznie winny, ale sądy ustaliły co innego, więc nie było o czym mówić.

Po trzecie, sąd odłożył na bok zarzuty dotyczące tego, co rzekomo źle zrobił sąd pierwszej instancji. Powód był czysto prawny, ale ważny: do Sądu Najwyższego skarży się wyrok drugiej instancji, a nie pierwszej. Jeśli żona uważała, że pierwszy sąd czegoś nie zbadał albo źle skorzystał z zeznań świadka, to musiała walczyć o to wcześniej, w apelacji, i odpowiednio to nazwać. Na etapie Sądu Najwyższego było już na to za późno.

Jedna zasada, którą warto zabrać ze sobą

Z tej sprawy płynie nauka prostsza, niż mogłoby się wydawać. Wina w rozpadzie małżeństwa jest jak przełącznik, a nie jak suwak: albo ktoś zawinił, albo nie. Nie ma czegoś takiego jak „winny w siedemdziesięciu procentach". Żeby przypisać komuś winę, wystarczy zachowanie, które zasługuje na negatywną ocenę i choć trochę przyczyniło się do rozpadu. Dlatego „wina obu stron" nie mówi nic o proporcjach. Mówi tylko: każde z Was dołożyło coś od siebie do tego, że małżeństwo się rozpadło. Sąd nie będzie liczył, kto dołożył więcej. Dla wielu osób to zaskakujące, bo przychodzą z poczuciem, że skoro „to on odszedł" albo „to ona zaczęła", sprawa jest oczywista. A okazuje się, że sąd patrzy szerzej i często dostrzega zawiniony wkład po obu stronach.

Dlaczego to ma znaczenie dla pieniędzy: wina a alimenty na małżonka

Ta pozornie teoretyczna kwestia ma bardzo praktyczny skutek, o którym warto wiedzieć jeszcze przed sprawą. Jeżeli winne są obie strony, to żadne z małżonków nie jest „niewinne", a to zamyka łatwiejszą drogę do alimentów na byłego małżonka. Wyjaśnijmy prosto. Małżonek, który jest niewinny, a drugi jest winny, może żądać alimentów już wtedy, gdy rozwód po prostu istotnie pogorszył jego sytuację materialną; nie musi wpaść w biedę. Natomiast gdy winni są oboje, każde z nich traktuje się jak małżonka współwinnego, a taki może dostać alimenty tylko wtedy, gdy popadnie w prawdziwy niedostatek, czyli gdy naprawdę brakuje mu na podstawowe potrzeby. To ogromna różnica. Dlatego decyzja, czy walczyć o wykazanie winy wyłącznie drugiej strony, czy pogodzić się z winą obojga, to nie kwestia ambicji, tylko konkretnych pieniędzy na przyszłość. Piszemy o tym szerzej w tekstach o rozwodzie z winą czy bez winy oraz o alimentach na byłego małżonka.

Co z tego wynika dla Twojej sprawy

Jeśli szykujesz się do rozwodu, zapamiętaj z tej historii kilka praktycznych rzeczy. Długie życie osobno to bardzo mocny dowód, że małżeństwo się rozpadło, i sądowi trudno wtedy powiedzieć „to jeszcze nie koniec". Samo to, że ktoś odszedł, nie czyni go automatycznie wyłącznie winnym; sąd patrzy na całe małżeństwo i często widzi zawiniony wkład obojga. Walka o rozwód „za wszelką cenę bez winy własnej" bywa trudna i ryzykowna, a jej stawką są realne pieniądze na przyszłość, bo od winy zależą zasady alimentów na małżonka. I wreszcie, każdy etap sprawy rządzi się swoimi regułami: to, co można było podnieść w apelacji, w Sądzie Najwyższym bywa już spóźnione. Dlatego strategię, czy i jak walczyć o winę, najlepiej ułożyć na samym początku, w razie potrzeby z pomocą adwokata lub radcy prawnego, a nie dopiero wtedy, gdy sprawa jest już wysoko i część drzwi zdążyła się zamknąć.

Najczęstsze pytania

Kliknij pytanie, aby rozwinąć odpowiedź.

Czy wina obu stron wpływa na alimenty między małżonkami?

Tak. Przy winie obu stron żaden z małżonków nie jest "wyłącznie winny". Alimentów można więc żądać tylko w razie niedostatku (art. 60 § 1 k.r.o.), a nie na łagodniejszej podstawie istotnego pogorszenia sytuacji (art. 60 § 2).

Czy sąd może orzec winę obu stron, gdy jedna strona zawiniła "trochę"?

Tak. Stopień przyczynienia się nie ma znaczenia: wystarczy jakikolwiek zawiniony wkład w rozkład pożycia.

Czy długie życie osobno wystarczy do rozwodu?

Wieloletnia separacja faktyczna to mocny dowód zupełności i trwałości rozkładu, ale sąd zawsze bada wszystkie trzy więzi i przesłanki negatywne.

Czy „wina obu stron" oznacza winę po połowie?

Nie. Oznacza tylko tyle, że każdemu z małżonków można postawić jakiś zarzut, który przyczynił się do rozpadu. Jedno mogło zawinić dużo, drugie mało, a i tak będzie to wina obojga. Sąd nie waży, kto zawinił bardziej.

Czy ten, kto odszedł, jest automatycznie winny rozpadu?

Nie. Samo odejście nie przesądza o winie. Sąd patrzy na zachowanie obojga małżonków przez całe małżeństwo. Bywa, że osoba, która się wyprowadziła, zrobiła to, bo wcześniej związek rozpadł się z powodów leżących po obu stronach.

Czym różni się apelacja od kasacji do Sądu Najwyższego?

Apelację rozpoznaje sąd drugiej instancji i może na nowo ocenić fakty sprawy. Kasacja idzie do Sądu Najwyższego, który nie bada historii małżeństwa od nowa, lecz sprawdza, czy sądy niższe nie popełniły poważnych błędów prawnych zarzuconych przez skarżącego.

Czy w Sądzie Najwyższym można podnosić błędy sądu pierwszej instancji?

Co do zasady nie wprost. Kasacja przysługuje od wyroku sądu drugiej instancji, więc błędy sądu pierwszej instancji trzeba było zwalczać wcześniej, w apelacji. To jeden z powodów, dla których część zarzutów żony w tej sprawie nie mogła odnieść skutku.

Czy przy winie obu stron należą się alimenty na byłego małżonka?

Tylko w razie niedostatku, czyli gdy naprawdę brakuje na podstawowe potrzeby. Przy winie obojga żadne z małżonków nie jest niewinne, więc nie działa łagodniejsza zasada dostępna małżonkowi niewinnemu, który może żądać alimentów już przy istotnym pogorszeniu sytuacji.

Czy stopień przyczynienia się do rozpadu ma znaczenie dla winy?

Nie. Do przypisania winy wystarczy zachowanie zasługujące na negatywną ocenę, które w jakimkolwiek stopniu przyczyniło się do rozpadu. Sąd nie ustala, kto zawinił bardziej, ani nie dzieli winy na procenty.

Czy długa separacja faktyczna wystarcza do rozwodu?

Wieloletnie życie osobno to bardzo mocny dowód zupełnego i trwałego rozkładu pożycia i często przesądza sprawę. Sąd i tak bada wszystkie trzy więzi oraz przesłanki, które mogłyby rozwód wstrzymać, ale przy kilkunastu latach osobno trudno mówić o szansie powrotu.